Reklama
  • Czwartek, 5 grudnia 2013 (11:05)

    Maroko - kraj na pustyni

Kiedy już opadną liście z drzew, zawsze marzę o wyrwaniu się, do miejsc, gdzie świeci słońce i jest choć trochę zielono. Nieczę sto jednak udaje mi się zrealizować te marzenia. Moja wyprawa do Maroka z przyjaciółką była darem od losu.

– Znalazłam atrakcyjną ofertę wyjazdu do Maroka. Możesz wziąć urlop? – spytała mnie przez telefon. Omówiłyśmy wszystko i stało się tak, że pewnego grudniowego popołudnia wylądowałyśmy na lotnisku w Agadirze. – Chodźmy od razu na plażę, bo przez najbliższe dni będziemy widziały tylko skały i piach – zaśmiała się Jola.

Reklama

Słońce, choć zamglone, zapraszało na wspaniałą szeroką plażę, z której słynie Agadir, największy ośrodek turystyczny nad marokańskim wybrzeżem Atlantyku. – I tego było mi trzeba – powiedziałam, wyciągając się na leżaku.

Wykąpać jednak można się było jedynie w basenie hotelowym. Wieczorem poszłyśmy na spacer po Agadirze, po jego medynie, starej dzielnicy miasta. To miej sce niezwykłe. Można tu zobaczyć rzeźbiarzy, malarzy, garncarzy, kobiety robiące biżuterię... – A my kupimy olejek arganowy, specjalność Maroka i eliksir młodości – powiedziała Jola.

Kolejne spotkanie z egzotyką Maroka miałyśmy nazajutrz w niedaleko od Agadiru położonym Tarudant. Miasto otacza pierścień potężnych murów obronnych. – Tu krzyżowały się szlaki karawan kupieckich – przypomniałam. Na bazarze w Tarudant pełno było owoców, warzyw i wspaniale pachnących przypraw. – Wokół miasta, dzięki rzece Sus, znajdują się najbardziej urodzajne ziemie Maroka – powiedział już w autobusie przewodnik.

W czasie wycieczki widzieliśmy jeszcze kilka podobnych miejsc, w których dzięki wodzie pustynia zamieniła się w ogród. Najbardziej niezwykłymi były ogro mne oazy w okolicach Erfoud na Saharze. Rosną tu po prostu lasy palm daktylowych. Było właśnie po zbiorach, więc na targu kupiłam te lekko podsuszone. – Nie można ich smaku przyrównywać do tych w naszych sklepach – stwierdziłam, rozkoszując się słodyczą daktyla.

Z Erfoud pojechaliśmy do Merzouga, miejsca, które słynie z ruchomych, saharyjskich wydm. Niektóre osiągają 200 m wysokości! – Są urzekające i nie dziwi fakt, że interesują się nimi filmowcy już od dziesięcioleci – powiedziałam zafascynowana morzem piachu. I właśnie w Ourzazate odwiedziliśmy słynne studia filmowe, gdzie powstało wiele znanych filmów. Jak choćby Gladiator, czy Kleopatra.

Do prawdziwych „gwiazd filmowych” należy osada (ksar) Ait Ben Haddou. Ta potężna budowla, u podnóża gór Atlasu, nie raz była filmowym tłem. W pobliżu znajdują się też inne osady, ale właśnie Ait Ben Haddou jest wyjątkowy. – W świetle zachodzącego słońca wygląda wprost fantastyczne – zachwycała się Jolka.

Jedną z największych atrakcji wycieczki był dla mnie przejazd przez góry Atlasu Wysokiego. Pokonywaliśmy je w drodze do Marakeszu. – Proszę zabrać ze sobą cieplejsze ubrania, bo po drodze może być chłodno – powiedział przewodnik. I było rzeczywiście zimno. Wiał mroźny wiatr. Bluzy z polaru poszły w ruch.

Na moment odsłonił się widok na dolinę, którą zamykał ogromny masyw z ośnieżonym wierzchołkiem. Chwilę później zatrzymaliśmy się na przełęczy Tizi N`Tichka na wysokości 2260 m n.p.m. – Tutaj zrobimy sobie pamiątkową fotkę – zarządziłam.

Trochę przemarznięte wjeżdżałyśmy do Marrakeszu, stolicy południowego Maroka. Wszystkie zabytki przyćmiewa plac Dżemaa el-Fna. Zaczyna żyć po zmierzchu, kiedy wypełnia się gwarem, muzyką i aromatem egzotycznych potraw przyrządzanych w przenośnych garkuchniach. Zobaczyłyśmy bajarzy, muzyków, kuglarzy, zaklinaczy węży... „Jak z Baśni z 1001 nocy”– pomyślałam.

Następnego dni poszłyśmy na marakeski suk. To wielki, gwarny bazar z tysiącem zaułków. – Tylko się nie zgubmy – przestrzegałam. Tutaj kupiłyśmy orientalne pamiątki. Wróciłyśmy do Agadiru, by jeszcze trochę pogrzać się na słonecznej plaży. Bo już rano czekał nas powrót do Polski.

Bazar w Marakeszu

Tygodniowa wycieczka objazdowa po Maroku kosztuje ok. 2500 zł od osoby: przelot, wyżywienie, noclegi. Walutą Maroka jest dirham marokański (MAD). 1 MAD to 0,40 złotych.

Pieniądze z Polski warto zabrać w euro i w Maroku wymienić na dirhamy. Ważna informacja – dirhamów nie można wywozić z Maroka! Olejek arganowy – 100 ml kosztuje ok 80 zł.

Tekst: Milena Talar

Chwila dla Ciebie
Więcej na temat:Maroko | kraj | Agadir | ben

Zobacz również

  • Głębokie doliny, wodospady i jaskinia pełna lodu to tylko niektóre z atrakcji tuż za naszą południową granicą. Na Spiszu nie będą się też nudzić miłośnicy zabytków. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.